Zbrodnie i intrygi w powojennej Warszawie
Lifestyle — zamieściła Kasia Szulik, 7 Wrzesień 2010, 8:07 | odsłon: 1 099Tagi: Kryminał, Morderstwo w Alei Róż, Nowości książkowe, Powieśc detektywistyczna, recenzje, W.A.B.
„Morderstwo w Alei Róż” Tadeusza Cegielskiego to propozycja dla czytelników, którzy cenią sobie inteligentną, choć nie pozbawioną dowcipu literaturę z historią w tle, ujętą zgrabnie w formę klasycznej powieści detektywistycznej .
Lektura „Morderstwa…” przywodzi na myśl książki mistrzyni gatunku Agathy Christie, a metody
dedukcji głównego bohatera, kapitana Wirskiego, bliskie są tym, które stosował Herkules Poirot. Obaj polegają przede wszystkim na własnej inteligencji i logicznym myśleniu, próbując stworzyć spójny obraz z porozrzucanych elementów układanki. Jak na powieść detektywistyczną przystało, w „Morderstwie…” do takiej zabawy zaproszony zostaje również czytelnik, który podąża krok w krok za głównym bohaterem, ale na końcu i tak zostaje zaskoczony rozwiązaniem zagadki. Takie intelektualne gry to prawdziwe, choć coraz rzadziej spotykane. smaczki powieści kryminalnych, tym bardziej więc cieszy fakt, że autor zmierzył się z tym wyzwaniem z dużym sukcesem już w swojej pierwszej książce.
Równie ważne dla atrakcyjności powieści są czas i miejsce akcji – Warszawa, rok 1954, czyli koniec pierwszej dekady przymusowego związku Polski z ZSRR. Specyfika tych okoliczności historycznych będzie motorem dla wydarzeń, których preludium staje się śmierć sekretarza partii komunistycznej. Na czele śledztwa prowadzonego pod czujnym okiem Urzędu Bezpieczeństwa zostaje postawiony kapitan Ryszard Wirski, który zaczynał karierę w wymiarze sprawiedliwości w latach ’30, w związku z czym wyraźnie dostrzega różnice między przedwojenną policją i powojenną milicją. Gdyby czytelnik miał jakiekolwiek wątpliwości co do natury tych rozbieżności, Wirskiemu zostaje przeciwstawiony major Kowadło, będący połączeniem najpodlejszych cech pracowników bezpieki, nie wyłączając kiepskiego poczucia humoru. Kowadło ma obserwować poczynania Wirskiego i zadbać o to, żeby finał tak ważnej sprawy nie nadwątlił zaufania do władzy, czyli mówiąc prościej: ma dyskretnie podkładać kapitanowi kłody pod nogi. Ta konfrontacja osobowości będzie miała zaskakujący finał, który zaważy nie tylko na rozwiązaniu sprawy, ale również na osobistym losie detektywa.
Niewątpliwą zaletą powieści jest jej plastyczność. Opisy lokali, ulic i otoczenia, w którym przebywa Wirski pozwalają wyobraźni czytelnika odtworzyć wygląd dawnej Warszawy bez sięgania do map czy ilustracji. Co więcej, dzięki wspomnieniom detektywa można bardzo dokładnie skonfrontować stolicę sprzed wojny z tą, która stopniowo odradza się po zniszczeniach. Tak dokładne oddanie realiów zapewne nie byłoby możliwe, gdyby nie fakt, że sam autor jest historykiem, posiadającym nadzwyczajną profesurę Uniwersytetu Warszawskiego i rozległą wiedzę o dziejach nowożytnych. Kontrast między obiema epokami jest dyskretnie podkreślony również w innych, mniej wyraźnych aspektach. Przykładowo, Kapitan i jego bezpośredni przełożony noszą szlachetnie polskie nazwiska zakończone końcówką „-ski” (Wirski i Krochmalski), natomiast otwarcie nazywany idiotą major nazywa się Kowadło, co sugeruje zakuty łeb i ciężkość, nie tylko w fizycznym wymiarze. Natomiast młodzi funkcjonariusze bdacy przybocznymi Wirskiego to Paprotka i Cegiełka, którzy jednak świetnie spisują się w swojej pracy i zostają zasłużenie awansowani.
Z Herkulesem Poirot bohatera łączy dedukcja i nienaganne maniery, a z innym znanym bohaterem kryminałów, Eberhardem Mockiem – niebezpieczne zamiłowanie do rudowłosych kobiet i pewna brawura działań, których po jegomościu w jesieni życia raczej trudno się spodziewać. Znamienne jest również, że trzech detektywów „powołano do życia” w podobnych czasach – okres ich najaktywniejszej działalności oscyluje wokół I i II wojny światowej.
„Morderstwo w Alei Róż” można z czystym sumieniem polecić z jeszcze jednego, dość nietypowego powodu – Cegielski świadomie bawi się detektywistyczną konwencją. Nie tylko podtyka nam tropy tak klasyczne jak ślady szminki na kieliszku czy fiolki po niebezpiecznych proszkach, ale odsyła bezpośrednio do (prawdziwych lub zmyślonych) opowiadań kryminalnych, które staną się przyczynkiem do wielu ciekawych zdarzeń i teorii. A cel, jaki naprawdę przyświeca mu podejmując tę literacką grę, przestawia słowami Antoniego Słonimskiego, które stanowią chyba najlepszą rekomendację tej książki:
„Tylko nędzny tchórz mówi ‘biorę możliwie najgłupszą sensacyjną powieść, kładę się na leżaku i wtedy naprawdę odpoczywam’. Cóż to za odpoczynek? To wspaniała zabawa, przyjemność, emocja, niepokój i zadowolenie. Wcale nie chodzi o to, żeby powieść była głupia. Przeciwnie. Od autorów powieści detektywnej wymagamy logiki i precyzji. Żadnych ingerencji duchów, żadnych telepatii. Musi być czysta robota.”
„Morderstwo w Alei Róż”
Tadeusz Cegielski
Wydawnictwo W.A.B
Wydanie I
Warszawa 2010
Cena: 39,90 zł
|
|
.


Wykop
Facebook
Śledzik
Twitter
Blip
Wczytywanie...